Życie potoczne- serial dla rodziców

      KOLACYJKA

Osoby: Mama Borkowska ,33 lata . Pracuje w redakcji na pół etatu.

Tata Borkowski , 37 lat , lekarz , pracuje w szpitalu.

Adrianna Borkowska zwana Adą , 10 lat uczennica IV klasy.

Marek Borkowski , lat 8 , uczeń drugiej klasy.

Mama Stefaniakowa zwana Żanetą , 28 lat, urzędniczka.

 

Mama Borkowska jest chwilowo sama z synem Markiem.

 

Mama B.:  Maaareczku! …Kolacyjka!… umyj rączki i chodź szybko.

Marek ,ociągając się wchodzi do kuchni . Z ponurą miną siada przy stole.

Mama B.:  Zjadaj szybciutko.*)

Marek:  Dlaczego mi dałaś z pomidorem? Ja nie lubię takich rozciapanych…

Mama B.: Pomidorki są bardzo zdrowe. Zjadaj**)

Marek konsekwentnie  zrzuca pomidory z kanapek. Potem przygląda się temu, co ukazuje się pod spodem.

Marek:   Dlaczego są z tym serem? Ja bym wolał z twarożkiem…

Mama B.:  Już są  zrobione. Nie wyrzucę ich chyba prawda? ***)

Marek:  Nie chce mi się jeść. Najadłem się tymi knedlami z obiadu, co mi je dałaś na podwieczorek.

Mama B.:  Jakbyś je zjadł na obiad, to byłby spokój…****) Może dać ci soczku do popicia?

Marek (popijając): Ja jestem za zmęczony na jedzenie*****)

Mama B.:(krzyczy) Nie mam już do ciebie siły. Zjadaj w tej chwili! Człowiek się stara wychodzi z siebie i wszystko na nic…******)

 

W tym pełnym napięcia momencie wchodzi sąsiadka pani Żaneta wraz z synem Robertem. Robercik staje przy krześle Marka i zaczyna jeździć po stole małym samochodzikiem. Marek korzysta z okazji, zrywa się z krzesła i wraz z kolegą biegnie do pokoju dzieci*******)

Mama B.:  Mareeeek!…

Mama Żaneta :  Niech mu pani da spokój. Może potem zje. Jak Robert był młodszy, to co ja za cyrki musiałam wyprawiać,  żeby zjadł, nawet nie ma pani pojęcia. Skakałam, śpiewałam, bajeczki opowiadałam… A moja mama to miała na niego taki sposób, że po każdej połkniętej łyżce rysował mu jeden obrazek. I z tego się robiła taka historyjka obrazkowa…********)

Mama B.:  Ale czy to musi tak być z tym jedzeniem?

 

Rozlega się kolejny dzwonek i do domu powraca reszta rodziny Borkowskich.

Tata:  Mamy dla was niespodziankę! Dla wszystkich wystarczy!

Ada B.:  Nawet po dwie rurki! I tata obiecał, że nie będę musiała jeść kolacji, tylko te rurki z herbatką !

Mama B. : Ale Marek nic nie zjadł…

Tata B.:  No to niech zje rurkę z kremem. To też jest bardzo pożywne. A te kanapeczki to ja sam chętnie zjem, bo trochę zgłodniałem i mdli mnie od tych słodyczy…*********)

 

    Rodzice bardzo często się skarżą, że ich dzieci są niejadkami, twierdzą że tak było zawsze, mimo ich starań. Owszem, być może  starali się ale nieświadomie przyczyniając się do narastania  problemu. Rozpatrzmy zachowania rodziców w powyższej scence.

 

*Z niejasnych powodów rodzice zawsze pospieszają dzieci przy jedzeniu. Naprawdę nie każdy posiłek musi być zjedzony ”szybciutko”! Ciągłe poganianie tworzy stresową atmosferę i poczucie  że trzeba sprawnie wykonać przykry obowiązek. A tymczasem -nie do wiary !-jedzenie może być dla dziecka radością …

**Pomidorki, szpinak, tłuszcz od baleronu, kożuch w mleku – każde dziecko nie lubi pewnych rzeczy i ma do tego prawo. Nie zmuszajmy dziecka , by jadło akurat to ,czego nie znosi. Każda rzecz może być zastąpiona inną. Dziecko powinno się uczyć decydować o sobie- również w sprawie jedzenia .

***Wielu rodziców czuje się dotkniętych tym , że włożyło wiele pracy w przygotowanie posiłku- a dziecko nie chce jeść .Sytuacja robi się bez wyjścia -trzeba niechciany posiłek wmusić w dziecko-  bo „przecież nie wyrzucę”. Znacznie prościej jest zapytać dziecko ,co chce zjeść. Nawet dwulatek może wolec twarożek niż serek topiony. Tyczy to również ilości jedzenia – niech nasze dziecko w pewnych określonych ramach decyduje samo!.

****Knedelki z obiadu są tu symbolem ciągłego dojadania i przekąszania. Jeśli przejęci stanem naszego niejadka (często zresztą zdrowego dziecka), podsuwamy mu wciąż coś do przegryzienia, to nic dziwnego ,że w porze właściwego posiłku nie jest ono głodne . Drodzy Rodzice ,nie podkarmiajcie niejadka między posiłkami!

*****Częsty błąd : podawanie różnych słodzonych napojów do posiłku to trochę tak jakby proponować dziecku czekoladkę w trakcie obiadu.

******Nieuchronnie następuje faza awantury- spróbujmy tego oszczędzić  dziecku i sobie. Krzyki , podenerwowanie w czasie posiłku nasila w dziecku przekonanie , że jedzenie  to koszmar. Spróbujmy wykształcić w sobie postawę „najwyżej nie zje”.

*******Ustalmy jedno: jeśli dziecko już je- to je. Nie czyta, nie bawi się, nie wstaje, nie ogląda telewizji -po prostu jest skoncentrowane na jedzeniu. Wstaje gdy skończy.

********A już na pewno posiłek nie powinien przekształcić się w spektakl jednego (lub więcej) aktorów. To co są w stanie wyczyniać całe rodziny ,żeby skłonić dziecko do przełknięcia kanapeczki, przerasta nawet niezły program kabaretowy.

*********Częste zastępowanie normalnego posiłku słodyczami,  chrupkami, paluszkami itp. jest po prostu oszukiwaniem swojego rodzicielskiego sumienia. Nie jest prawdą , że lepiej jest zjeść cokolwiek niż nic .Uczmy nasze dzieci ,że nie zjada się czegokolwiek.

   

         A tak w ogóle, pamiętajmy: jedzenie może być i bywa przyjemnością dla dziecka.       Dziecko powinno tak to odczuwać, jak również powinno być dla niego jasne, że jedzenie to przede wszystkim jego – a nie rodziców – interes. Niestety, większości dorosłych szybko udaje się wzbudzić w swoich dzieciach przekonanie, że jedzenie to przykre poświęcenie na rzecz rodziców.

 

opracowała Stella Wicher